Image

90% Twoich potencjalnych klientów nie kliknie nigdy w reklamę

90% Twoich potencjalnych klientów nie kliknie nigdy w reklamę. I bardzo dobrze.

Większość firm prowadzi marketing tak, jakby świat kończył się na kliknięciu.
Liczą formularze, CTR-y, leady, ROAS-y — i świętują każdy kontakt w CRM, jakby to był podpisany kontrakt.

Ale rzeczywistość wygląda inaczej.
Twoi najlepsi klienci bardzo często nie klikają w reklamę. Nie zostawiają danych. Nie odpowiadają od razu.

A mimo to — kupują.

Dlaczego?

„Wygenerowaliśmy 300 leadów!” – ale kto z nich naprawdę kupił?

Wysoki wolumen leadów nie gwarantuje wzrostu sprzedaży. W wielu przypadkach formularze wypełniają osoby niezdecydowane lub przypadkowe, które nie przeszły przez żaden proces oceny oferty. Dlatego konwersja leadów z kampanii powinna być analizowana nie pod kątem ilości, ale pod kątem jakości i intencji zakupowej.

Wiele firm żyje w przekonaniu, że skuteczny marketing = wysoki CTR i dużo formularzy.
Ale jeśli pracujesz w sprzedaży, to znasz ten schemat aż za dobrze:

– Formularz wypełniony.
– Dzwonisz.
– Po drugiej stronie cisza, pomyłka, albo „ja tylko chciałem zobaczyć, jak to wygląda”.

Problem nie leży w reklamie. Problem leży w sposobie myślenia o marketingu.

Klienci nie kupują od kliknięcia. Kupują od zaufania.

Zaufanie powstaje z dostępnych informacji, powtarzalnych komunikatów i dowodów społecznych. Zanim klient w ogóle kliknie, ocenia firmę na podstawie opinii, estetyki komunikacji i obecności w różnych punktach styku. Dlatego content marketing i brand presence odgrywają kluczową rolę w konwersji bezpośredniej i pośredniej.

Nie każdy, kto kupuje mieszkanie, klika w reklamę.
Nie każdy, kto klika w reklamę, kupuje mieszkanie.

Ludzie podejmują decyzje zakupowe własnym tempem. Chcą:

  • zrozumieć, z kim mają do czynienia,
  • zobaczyć, czy deweloper jest wiarygodny,
  • porównać lokalizacje,
  • skonsultować się z kimś bliskim,
  • poczuć, że ta inwestycja to coś więcej niż beton i metry.

Kliknięcie reklamy nie załatwia żadnego z tych punktów.
To tylko sygnał. A czasem — tylko przypadek.

Co to znaczy dark social w marketingu nieruchomości?

Dark social to kanały i interakcje, których nie da się wprost zmierzyć. Przykłady: przesyłanie treści przez wiadomości prywatne, komentarze w zamkniętych grupach, rozmowy ze znajomymi czy inne rekomendacje i polecenia. Reklamodawcy  powinni uwzględniać te źródła wpływu w strategii, mimo że nie pojawią się w raportach Google Analytics.

To, że klient nie kliknął w reklamę, nie znaczy, że jej nie widział. Mógł obejrzeć ją kilka razy, zapamiętać markę, potem dostać link od znajomego, a na końcu wpisać nazwę Twojej firmy w Google i przyjść „z wyszukiwarki”. Ale to nie znaczy, że SEO zrobiło robotę — zrobił ją cały ekosystem, którego nie zmierzysz narzędziami analitycznymi. To właśnie jest dark social: wpływ, którego nie widać, ale który działa.

Twoi klienci:

  • Oglądają wideo z osiedla, ale nie lajkują ani nie komentują.
  • Wysyłają screena Twojej strony rodzinie na WhatsAppie.
  • Czytają opinie o Twojej firmie, ale nie zostawiają śladu.
  • Trafiają do Ciebie, bo „kolega mi podesłał, ale nie pamiętam skąd.”

To się dzieje poza Google Analytics.
Ale to właśnie tam dojrzewają do decyzji.

Formularz to nie lead. To tylko potwierdzenie decyzji.

Formularz kontaktowy jest często końcowym elementem procesu decyzyjnego klienta. Zanim go wypełni, użytkownik zwykle już kilka razy odwiedza stronę, konsumuje treści, porównuje oferty i szuka opinii. Dlatego mierzenie skuteczności działań marketingowych tylko przez formularze nie oddaje pełnego obrazu.

Google Analytics pokaże Ci ostatnie kliknięcie.
Ale nie pokaże:

  • 3 wcześniejszych wizyt na stronie,
  • rozmowy z doradcą finansowym,
  • komentarza znajomego pod Twoim postem na Facebooku,
  • scrollowania Twojej rolki na Instagramie 7 sekund przed snem.

A to właśnie te punkty kontaktu tworzą zaufanie i budują decyzję.

Jak dostosować marketing do realnego procesu decyzyjnego klienta?

Marketing powinien być oparty na analizie ścieżki zakupowej klienta (buyer journey). Zamiast tworzyć kampanie wyłącznie na ostatni etap (np. „zostaw kontakt”), warto dostarczać treści i punkty styku dla każdego etapu: świadomość, rozważanie, decyzja. To zwiększa prawdopodobieństwo samodzielnego dojrzewania leadów.

  1. Inwestuj w edukację i obecność – nie tylko „Zostaw kontakt”

Zamiast ciągle prowadzić do formularza, pokaż ludziom:

  • jak wygląda proces zakupu,
  • co się dzieje po podpisaniu umowy,
  • dlaczego warto kupić teraz, nie za rok.

To nie musi być reklama. To mogą być stories, reelsy, filmiki z budowy, wpis na LinkedIn.

  1. Bądź obecny tam, gdzie nie da się kliknąć – ale można się przekonać

Nie ignoruj kanałów, które „nie konwertują”:

  • Messenger, WhatsApp, Slack,
  • Grupy na Facebooku, lokalne fora,
  • Shortsy, TikToki, Insta DM-y.

To tam zapadają pierwsze decyzje. Nie w kampanii leadowej.

  1. Mierz efekt tam, gdzie ma znaczenie – w pipeline, nie w kliknięciach

Zapytaj dział sprzedaży:

  • Ile z tych leadów naprawdę odebrało telefon?
  • Ilu przyszło na spotkanie?
  • Ilu powiedziało: „już znam was, widziałem wcześniej”?

To są prawdziwe dane.
Reszta to tylko szum.

Nowoczesny marketing nie ściga formularzy. Projektuje decyzje.

Skuteczny marketing nie polega na pozyskiwaniu danych kontaktowych, ale na ułatwieniu klientowi podjęcia decyzji zakupowej. Odpowiednio zaprojektowana obecność marki, dostosowana do realnych potrzeb informacyjnych, znacząco zwiększa liczbę świadomych i jakościowych konwersji.

Formularz to tylko ostatni krok.
Decyzja zapada wcześniej — w głowie klienta.
Twoim zadaniem jako marketera nie jest tylko doprowadzić do kliknięcia.
Twoim zadaniem jest być obecnym wtedy, gdy klient zaczyna myśleć o zakupie.

To się nazywa budowanie popytu.
I ono zaczyna się znacznie wcześniej niż kampania.